lis 082016
 

O przygotowaniu kanarków do lęgów i o samych lęgach można napisać książkę. Albo dwie. A jak się ustawi większą czcionkę to nawet trzy wyjdą + errata. Postaram się trochę opisać co i jak, mam nadzieję, że będzie to pomocne dla początkujących hodowców oraz dla osób, które nie chcą mieć hodowli, ale chcą chociaż raz spróbować się jako kanarkowi rodzice.

O przygotowaniach do lęgów pisałem tutaj. Pazurki (samiec i samica) i qpry podcięte, zaczynamy lęgi.

Lęgi rozpoczynamy łącząc, tzn. dając do jednej klatki samicę i samca. Klatka szerokość 60 głębokość 45, wysokość 40 cm lub coś koło tego. Nie można łączyć dwóch glosterów z koroną ani dwóch białych (białe lub płowe lub szafiry). Jeśli klatek jest więcej to najlepiej, żeby pary się nie widziały z innymi parami, tzn. nie ustawiamy klatek prętowych jedna przy drugiej, trzeba je oddzielić chociaż kartonem.

Lęgi najlepiej rozpoczynać w okolicach marca jak pojawiają się pierwsze zielonki i robi się cieplej. Jeśli nie ma żadnych specjalnych wskazań (wystawa) nie rozpoczynamy lęgów w grudniu, bo to spowoduje więcej problemów niż przyjemności. Kanarki tworzą pary. Są razem od początku do wylotu ostatnich młodych. Nie oddzielamy samca, nie pobudzamy samca osobno i samicy osobno – to są „praktyki” z hodowli sprzed xx lat powielane przez hodowców, którym, niestety muszę to napisać, nie chce się poszukać informacji na temat biologii kanarków.

A więc mamy dwa kanarki w klatce. Mamy sepię i piasek. Teraz trzeba je pobudzić do lęgów czyli dłuższy dzień (opisane dokładnie w innym artykule), wyższa temperatura tzn. np. 18-20 stopni i bogatsza dieta. To ostatnie zdanie nie jest do końca ścisłe, bo wydłużanie dnia już powinno trwać od kilku tygodni i tak samo powinna wzrastać temperatura. Bogatsza karma czyli wcześniej zmieniamy zimową karmę z np. DeliNature 50 na mieszankę kilku karm + nasiona traw i chwastów + mak + zioła (sypkie np. tymianek, rumianek, pokrzywa). Do tego podajemy kiełki czyli skiełkowane ziarno. Do kupienia są gotowe mieszanki do kiełkowania. Do tego jak już są – liście mleczy, młode pokrzywy (dlatego warto rozpoczynać lęgi jak są już dostępne zielonki) czy inne rośliny. Niektórzy podają witaminę E, ale nie należy przesadzić. Po pewnym czasie np. po 2-3 tygodniach samiec śpiewa, a raczej wydziera się jaki to on jest wspaniały i jak mieć jajko to tylko z nim. Jest to typowy, lęgowy, ostry i zaczepny śpiew. Samica wtedy przysiada na żerdce i przyjmuje specyficzną pozę. Zazwyczaj zaraz po tym następuje „gra miłosna” zakończona gonitwą po klatce. Mniej-więcej w tym okresie samica zaczyna szukać materiału na gniazdo. Jak na dnie klatki jest papier to szarpie go i zanosi np. do karmnika. Wtedy dajemy do klatki gniazdo. Najwygodniejsze jest gniazdo zewnętrzne montowane w drugim otworze w przedniej kracie. Jak nie ma to dajemy wewnętrzne. Musi być zamocowane tak, żeby na pewno nie spadło samo, ale żeby dało się ławo wyciągnąć bez akrobacji, bo wyjmowanie z jajkami, a potem z pisklakami musi być sprawne – jak trzeba się wyginać to łatwo coś upuścić i problem gotowy. Na gniazdko nie powinno padać bezpośrednie słońce albo nie za długo, bo za wysoka temperatura może zniszczyć jajka.

Klatki lęgowe

Na dno klatki albo do specjalnego koszyczka dajemy materiał na gniazdo, najlepiej mieszany („szarpie”), gotowy do kupienia. Do tego można dodać np. pociętą na małe kawałki ligninę. Nie trzeba się przykładać – każdy kawałek może być inny, nawet lepiej.

Teraz następuje budowa gniazda. Samica znosi i układa, samiec pomaga, albo tylko znosi, albo patrzy krytycznym okiem myśląc „kobieto, co ty wyprawiasz?”. Albo rozwala gniazdo (bo źle ułożone). Po dwóch razach dostaje w łeb skrzydłem i zazwyczaj przestaje rozwalać. Do plastikowego gniazda można dać filc, który ułatwi ułożenie gniazda (sznurek w plastiku się ślizga), ale można też dać np. 2-3 chusteczki jednorazowe lekko wilgotne i całość podsuszyć – przylepią się do plastiku. Ale proszę się nie zdziwić, jak pierwsze co samica zrobi to je wyjmie, bo jej dekorator wnętrz ma inny pomysł. Niektórzy przyszywają filc do plastiku – na pewno się nie ruszy, ale w trakcie wymiany gniazda, o czym później, trzeba się dodatkowo męczyć z nitkami.

Gniazdo

Niektóre samice robią przykładowe gniazdo w jeden dzień. Niektóre zniosą 5 sznurków, siądą w plastiku i są zachwycone swoją pracą. Jak trafimy na te drugie to kilka dni po „zakończeniu” budowy bierzemy gniazdo do ręki i układamy je sami. Od czasu zbudowania gniazda samica spędza w gnieździe coraz więcej czasu, na początku noce, potem przez cały czas. W diecie musi być wapno – sepia i najlepiej jeszcze jakieś suplementy. Albo potarte skorupki jajek albo chociaż potarta sepia jak samica nie chce skubać muszli. Można też kupić wapno dodawane lub rozpuszczane w wodzie. Kiedy jajko jest tak kruche, że można je wgnieść opuszkiem palca oznacza to znaczny niedobór wapna. Jeśli inne jajka są podobne to nie ma co zaczynać lęgów, bo krucha skorupka nie zapewni ochrony.

Następnie rano w gnieździe (albo na podłodze…) znajdujemy jajo. Jak jest na podłodze to można je zabrać, ale zazwyczaj nic z niego nie będzie. Warto zabierać (podmieniać) jajka bo samica znosi jedno jajko dziennie, zazwyczaj chwilę po obudzeniu się. Wylęganie trwa ok. 14 dni tym samym różnica pomiędzy pierwszym a ostatnim jajkiem wynosi 5-6 dni (czasami po pierwszym jajku jest przerwa, a drugie samica znosi na trzeci dzień, a nie na drugi), co dla piskląt jest kolosalną różnicą i podrośnięte pisklęta odsuną te wyklute od pokarmu.

Piskle

Więc zabieramy jajko i dajemy sztuczne, również kupione wcześniej. Jajko odkładamy do np. małego pojemnika z ziarnem, ligniną, czymkolwiek miękkim, żeby go nie stłuc ani nie zadrapać. Codziennie, a najlepiej dwa razy dziennie obracamy jajko o 180 stopni. Po podłożeniu 3 sztucznych jaj w gnieździe nie musimy podkładać czwartego i kolejnych – te 3 sztuczne wystarczą – samice nie liczą za dobrze, nawet te bystre. Ostatnie jajko jest innego koloru i czasami innej wielkości. Ostatniego nie zabieramy tylko wyjmujemy sztuczne i wkładamy odłożone. Od tego czasu liczy się 14 dni. Około 14 dni, bo czasem klują się w 12 dniu, a czasem w 15. W hodowli nie może być za sucho – nie poniżej 55% wilgotności, bo skorupka będzie za twarda i pisklak może jej nie przebić. Czasami warto dać basenik na 2-3 dni przed terminem klucia. Samica się wykąpie i namoczy lekko jaja. Tak samo 3-4 dni przed terminem klucia dajemy pokarm jajeczny do klatki. Dwa razy dziennie i tak aż do końca lęgów. Pisklęta klują się kiedy chcą – w nocy, w dzień, rano – jak im wypadnie. Mają w sobie pokarmu na ok. 24 godziny więc jak samica nie zauważy od razu, że coś się rusza to nic się nie dzieje. Wtedy lepiej jest jak wyklują się np. 2-3 w tym samym dniu. Samica czuje, że coś się dzieje i zaczyna karmić. Często można poznać, że coś się wykluło, bo na dnie klatki leżą skorupki. Chociaż często samica je zjada. Gniazdko nie powinno być przymocowane na mur-beton – lepiej jak jest na druciku i trochę się rusza. Kiedy samica wskakuje na gniazdo to jego ruchy mówią pisklakom, że przyszło jedzenie i chętniej wyciągają wtedy dzioby. Jak samica siedzi jak posąg warto ją przegonić z gniazda (kilka razy dziennie), żeby wreszcie zdała sobie sprawę, że czas sielanki się skończył. Są niestety takie, co siedzą 26 godzin dziennie w gnieździe i nic ich nie obchodzi co skutkuje niestety zasiedzeniem piskląt, tzn. giną z braku pokarmu i powietrza. Trzeba na to uważać przy pierwszym lęgu danej samicy. Przy kolejnych samica już lepiej sobie radzi. Przegonienie samicy z gniazda – piszą, żeby delikatnie, ołówkiem, spróbować ją zepchnąć, żeby jej nie wystarszyć. Ha ha. Ciekawe, kto to wymyślił. Co prawda wszystko zależy od charakteru i są takie, które uciekają jak się na nie popatrzy, ale zazwyczaj trzeba się namęczyć a i często hodowca oberwie dziobem, bo „ona wie lepiej i co mi tutaj te paluchy pcha”. Miałem taką samicę, która siedziała jak posąg i musiałem ją wyjąć z gniazda i położyć na dnie klatki – i dopiero po chwili zauważała, że coś się zmieniło i łaskawie zaczynała wstawać. Swoją drogą samice w gnieździe zapadają w coś podobnego do letargu, tak, że obudzenie i opuszczenie gniazda może trochę potrwać. Jak wyskoczy jak oparzona to może uszkodzić jajka więc już lepiej dłużej ale powoli.

Teraz jest karmienie. Przez pierwsze 5 dni podajemy pokarm jajeczny, od ok. 5 dnia można powoli dodawać maku i zielonki (brokuł, mlecz, kiełki itp.). Nie dokarmiamy piskląt bo 1) trzeba mieć do tego specjalną mieszankę, pokarm jajeczny się do tego nie nadaje, 2) nie jest łatwo trafić strzykawką do dzioba, 3) trzeba wiedzieć ile i jak często. Pisklęta nakarmione będą miały pod dziobem dużą żółtą (pokarm jajeczny) lub zieloną (zielonki) bułę. To jest wole i oznacza to, że jest im bardzo dobrze. Kiedy szyja jest gładka to pisklęta są głodne.

piskle6

Teoretycznie można wykarmić ręcznie pisklę, którego mama nie karmi ale trzeba zamieszkać w hodowli, bo powinno być karmione raz na 1-2 godziny. Pomimo starań mi się to jeszcze nie udało.

Jeśli mamy obrączki zamknięte zakładamy je w okolicach piątego dnia. Jak jest jeden kanarek to lepiej zrobić to czwartego dnia rano, bo rośnie za kilka kanarków, jak jest ich szóstka to może się okazać, że obrączkujemy w np. siódmym dniu.

dokarmianie

Następnego dnia sprawdzić obrączki czy samica ich nie zdjęła. Przed obrączkowaniem warto posmarować nogę kanarka olejem/oliwą (podobno jest coś lepszego, ale nie pamiętam co to było) jadalną oczywiście, (smar grafitowy się nie nadaje, delikatnie nawilżające mleczko do ciała również). W okolicach 18 dnia pisklaki wychodzą z gniazda. Jeśli jakiś wyjdzie w np. 15 dniu to po np. godzinie łapiemy delikwenta i wrzucamy do gniazda. W okolicach 25 dnia oddzielamy młode i dajemy je do osobnej klatki z jakimś samcem, który uczy ich dalej jeść i innych ważnych kanarkowych rzeczy (lepiej nie wnikać). Przed oddzieleniem od rodziców obserwujemy czy na pewno są samodzielne jak któreś nie jest silne i energia go nie rozpiera – zostawiamy go jeszcze kilka dni z rodzicami.

m1

Około 32 dnia młode są już w pełni samodzielne, potrafią rozłupać większość ziaren. W okolicach 15 dnia od klucia dajemy nowe gniazdo lub pisklaki przenosimy do nowego gniazda, a w starym zmieniamy wyściółkę. Lepiej ją zmienić ręcznie, bo samica raczej nie będzie widziała potrzeby budować nowego. Jak nie będzie nowego gniazda to samica zniesie jajka do starego i będą w nim i pisklęta i nowe jajka i na dobrą sprawę tak też się nic złego nie dzieje, chociaż podrostki mogą jajka uszkodzić. Jak nie chcemy kolejnych lęgów – jajka po prostu zabieramy. Najlepiej nie przeprowadzać więcej niż 2 lęgi w danym roku.

Oddzielone kanarki mają 2 x dziennie pokarm jajeczny + zielonki, aż do skończenia pierwszego pierzenia.

I uwagi.

Jakieś dwa razy dziennie dokonujemy oględzin gniazdka. Nie ma zmiłuj się – wyganiamy samicę i patrzymy co i jak. Czasami pisklęta mają zalepione qpry – trzeba wyjąć z gniazda i umyć pod ciepłą bieżącą wodą. Dobrze wysuszyć ręcznikiem papierowym. Trudno, jak się tego nie zrobi pisklak nie przeżyje. Zdarzało mi się myć pisklęta 8-10-cio dniowe. Samica czyści gniazdo, ale czasem jej to nie wychodzi. Jak jest bardzo brudne (trochę kup może być) to przygotowujemy całkiem nowe, tzn. nowy koszyczek/plastik, robimy wyściółkę i przekładamy pisklaki do nowego, a stare wyrzucamy a plastik do mycia. Jak jest dużo piskląt to czasem trzeba czyścić co kilka dni. Tak samo jak gniazdo jest mocno mokre (wilgotne jest zawsze), czasem się zdarza. Jak śmierdzi tak, że nos chce odpaść – tak samo. Nie polecam koszyczków wiklinowych, bo nie da się ich umyć.

Jak przy zmianie gniazdka widzimy na dnie małe ruszające się kropki to mamy problem czyli pasożyty. Trzeba walczyć z nimi od razu, bo jak są w jednym gnieździe to są wszędzie. Ale to jest osobny temat.

Niektóre samice jak mają znieść jajko to wieczorem przed złożeniem wyglądają jak siedem nieszczęść. Kuli się, kulkuje, siedzi na podłodze i podsypia. Wygląda tak, jakby się chciała pożegnać z tym światem. Zostawić w spokoju i nie ruszać. Jeśli następnego dnia do południa nie będzie jajka, a samica nie wygląda normalnie to może być zaparcie jajka, wtedy trzeba samicy pomóc, bo sama nie da rady.

Jajka przekładamy ręką, delikatnie, ale bez przesady. Są do kupienia specjalne „chwytacze”, ale użyłem ich chyba trzy razy, jak jest trudny dostęp. Ręka ma więcej wyczucia. Jajka oglądamy. Jak jest zadrapane, ma malutką dziurkę – nic z niego nie będzie.

Do lęgów trzeba się porządnie przygotować. Jak się nie udadzą to mamy rok stracony, to znaczy nie mamy piskląt i mamy doświadczenie. Też cenne, chociaż bywa irytujące. Czasami z 2 par uzyskamy 24 kanarki, a czasami z 10 par 20 kanarków. Wszystko zależy od roku i od przygotowania.

W okolicach piątego-siódmego dnia prześwietlamy jajka, tzn. przystawiamy z jednej strony źródło światła (najlepiej latarkę-długopis) i patrzymy z drugiej strony. Nie trzeba jajek wyjmować z gniazda tylko nie przykładać latarki do skorupek, żeby ich nie uszkodzić. Jajka puste, tzn. nie zalężone, prześwitują. Jajka zalężone mają ciemną plamkę w środku, czasami widać żyłki. Drugi raz prześwietlamy jajka w okolicach 13 dnia. Jak któreś jajko będzie puste to nie usuwamy go z gniazda, ale zostawiamy gdzieś do piątego dnia po kluciu innych – pisklaki mogą się o nie oprzeć podczas karmienia.

zaplod7

zaplod9

Jak wszystkie jajka są puste to zabieramy gniazdo w 12-14 dniu. Samica widzi, że lęg się skończył, kiedy pisklaki wychodzą z gniazda lub kiedy gniazdo jest zniszczone np. przez drapieżniki. Jak jajka są puste potrafi siedzieć na nich przez miesiąc i czekać na wyklucie – nie można do tego dopuścić. Po tych 12 dniach zabieramy całe gniazdo i za 1-2 dni dajemy puste i materiał do budowy.

Wyciszenie rodziców. Po lęgach najlepiej przenieść parę do fruwajki / woliery, razem z innymi parami. Fruwajka to większa klatka, w której mogą sobie swobodniej polatać. Zmiana otoczenia zazwyczaj pomaga w wyciszeniu samic to znaczy w zatrzymaniu kolejnych lęgów. Samica może jeszcze znieść jajka, ale należy je zabrać. Zaraz potem rozpoczyna się pierzenie i przygotowanie do zimowania. Wszystkie pary lęgowe mogą być w jednej fruwajce. Czasami zdarzają się bitwy, ale rzadko.

Wszystkie młode dajemy do osobnej klatki razem z jednym samcem. Dajemy pokarm jajeczny i zieleninę. Do skończenia pierwszego pierzenia młode są bardzo podatne na choroby i urazy. Trzeba obserwować czy któryś nie zaczyna się kulić i od razu trzeba sprawdzać co się dzieje. Zaraz po przyniesieniu od rodziców trzeba obserwować czy znajdą wodę i jedzenie. Jedzenie – ziarno powinno być w karmidełkach takich jak w klatkach lęgowych, a pokarm jajeczny, dodatkowe ziarno i zielenina na spodkach na dnie klatki. Czasami zdarza się, że młode padają, częściej w trakcie pierzenia – niestety trzeba się na to przygotować. Nic nie widać, nic się nie dzieje, a rano już leży na dnie klatki. Raz w tygodniu złapać 2-3 ptaki i zobaczyć brzuch – czy nie są za chude, czy nie mają czerwonych lub bordowych brzuchów. Młode kanarki nie będą otyłe jak tylko będą miały wystarczająco dużo miejsca do latania. Nie ma potrzeby oddzielać samic od samców, aż do następnych lęgów.

Młodzież 2015

Przy jednym lęgu „na próbę” może nie jest to potrzebne, ale warto prowadzić dokumentację lęgową. Karta lęgowa jednej klatki powinna zawierać informacje takie jak ojciec (obrączka, kolor, korona/gładki, ew. pochodzenie) i tak samo dla matki, datę połączenia w parę, datę złożenia pierwszego i kolejnych jajek, datę podłożenia jajek, wynik prześwietlania w 7 i 13 dniu, datę klucia, ilość wyklutych, numery założonych obrączek i uwagi. Dla wygody można pisać przewidywaną datę klucia, datę wyfruwu z  gniazda, datę oddzielenia – nie trzeba będzie za każdym razem liczyć. Sposób – jak kto lubi. Tabelka w wordzie/excelu, zeszyt w kartkę, kartki lub kupiony zeszyt lęgowy. Jak ktoś potrafi może napisać sobie program. Dla takich, którzy nie pamiętają daty (jak ja) nieodzownym wyposażeniem jest zegar z datą.

To tylko wstęp do lęgów, ale mam nadzieję, że się przyda.

Młodzież 2015

 Zamieszczone przez o 21:57

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.